• święta, święta i po urodzinach! 11:03:48

    pisz [6]

    Jak zawsze w święta towarzyszy mi pragnienie by wolnego było więcej ale by się skończyły. Wpychają we mnie wszyscy dookoła jedzenie w ilościach hurtowych. No bo oni też tyle jedzą. Nie chodzi mi o moją boską linie i super ekstra sztukę tfu figurę. Za dużo Kuzco. Tylko o wielkość mojego żołądka. Owszej ja jem, Ale nie tyle na raz i z taką częstotliwością. Pierwszy raz spędziliśmy kawałek świąt razem. To było miłe. Bo przyszłe święta też spędzimy razem. Jakoś.

    Każdy wyjazd z wa-wy, powrót do k-wic i zostawienie mojego Super-Mena jest bolesny. Powinnam przywyknąć. Nie umiem. Od kilku lat sukcesywnie coraz więcej boli. Bo wiem z kim i czym się rozstaje. Oh! to nie rozstanie to tylko chwilowy stan. Kiedy przytulić się mogę do pluszaków. I wiem że go boli to tak samo. Że każde zasypia w pustym łóżku. Liczba wygadanych minut przez telefon wzrasta. Wysłanych sms również.

    Została uroczo ochrzczona przez mojego Kochanego. Nie powiem to nasza tajemnica ale jakby inny facet tak powiedział to chyba bym zabiła. Ale błysk w jego oczach, rozbawienie w głosie. I uśmiech. i ma mnie całą. Bo najpierw zakochałam się w jego oczach i uśmiechu. i w Nim całym.
    Bo uwielbiam jak się śmieje, uśmiecha.


    Może to głupie ale wierze ze ostatni tydzień grudnia w jakiś sposób odzwierciedla kolejny rok. Na razie się spełniało.

    pisz [6]

  • czas przez palce przecieka 23:21:05

    pisz [3]

    jedne minęły jak zuważylście drugie się zbliżają

    Czas mi przez palce przeciekał, sejsa z ktrą nadal walczę trwa, wyjazd- urlopy minął najszybciej ze wszystkiego złe sny odganiam miotłą z marzeń i słów

    Dwa tygodnie w stolicy. Trasa katowice - warszawa znana mi świetnie z perspektywy pkp a nadal mnie fascynuje. To miasto też. Na różne sposoby te negatywne. Te pozytywne. Są miejsca jak Łazienki, Nowy Świat, Wilanów które mi się podobają. Czasem mniej czasem bardziej. Świątecznie oświetlone w śniegu są piękne, Z wiosenna zielenią. Słonecznym latem. Ale jesiennej, tąpiącej się i rudnej nie cierpię. Nie jest to może miejsce gdzie zawsze chciałam mieszkać, które zawsze mi się podobało. Mam wrażenie ze nauczyłam się je lubić, doceniać różnorodność. Wbrew temu nie rozumiem fascynacji ludzi stolyca. Co za różnica gdzie? Nie ważniejsze jest z kim? Dla mnie tak.

    Lubie park zasypany śniegiem i mroźny oddech zimy. Lubie wiosnę peła zieleni i kwiatów z ciepłym powietrzem.

    pisz [3]

  • cierpliwość 00:01:00

    pisz [2]

    Każdego dnia budzę się z myślą ze to kolejny dzień za mną. Coraz bliżej. Powinnam koncentrować się na wielu rzeczach a mam wrażenie ze powoli żyję by przeżyć dzień. I usłyszeć Ciebie. Nie wiem skąd biorą się Twoje pokłady cierpliwości. To z miłości? Ja czasem sama dla siebie jej nie mam. Krzyczę sama na siebie. Brak samozaparcia? Uporu a może jest ale nie w tych ilościach i nie tam gdzie trzeba.

    Chciałabym stąd uciec już. Pod Twoje bezpieczne skrzydła. Zasnąć w Twoich ramionach i spać. Byle z dala od depresji.

    pisz [2]

  • migrena 21:50:08

    pisz [2]

    Wkrada się nie postrzeżenie. Jakby tysiąc szpilek na raz wbijano w różne części czaszki. Sączy się niczym z źle dokręconego kranu. Skupia się wokół oczu. Pulsuje. Szarpie. Wbija się. Ustępuje by powrócić ze zdwojoną siłą. Ból. Nie chce przejść. Sadystycznie pastwi ię nad swoja ofiarą. Migrena.

    pisz [2]

  • ironio 19:04:08

    pisz [2]

    Jak przyjaciółka mi dzis powiedziała że spadli myślałam że umknęło mi coś z naszej rozmowy i mówi o rzeczy która była tak dawno temu. Nie. Jednak nie. Dziwne jest to uczucie. Żal? Owszem zawsze szkoda ludzkich istnień. Nie należę do miłośników polityki. Jednak jest jakiś niedosyt. Wydarzenie jest głupie. Najgorsze jest to ze teraz nie wiadomo ile ludzi żerować będzie na nieszczęściu wielu osób. Najbardziej żal mi wnuków, dzieci...

    pisz [2]

  • ukochane miasteczko mieszczucha 12:34:26

    pisz [5]

    Nie przepadam za małymi miastami, gdzie wszyscy się znają ale ...

    Jest takie miejsce gdzie obojętne mi jest co ludzie sobie o mnie pomyślą. Gdzie nie przeszkadza mi że wyjdę niepomalowana, jakoś tak niewyjściowo ubrana. Gdzie siedzenie samej w kawiarni i picie kawy nie wydaje mi się żałosne. Gdzie każdy dom ma swoją historię. Każda uliczka jest urocza. Każde drzewo wiąże się z wspomnieniami. Rynek na którym ogródków jest więcej niż drzew. Gdzie siedzi zasępiony metalowy pan przy stoliku. Tutaj nawet deszcz pada ciepły. Tu pachnie wiosną. Urodziłam się tu. Kocham to miejsce jak żadne inne. Tu każdy się zna. Prawie. Idąc na spacerze wszyscy się wszystkim kłaniają i są uśmiechnięci. Wszyscy znają moją Babcię. Może to nieprawda ale zawsze tak mi się wydawało. Jak kiedyś nie będę mogła tu przyjechać to będzie naj-nieszczęśliwy dzień w moim życiu. Kiedy to sobie uświadomię.

    Ostrów Wielkopolski...

    pisz [5]

  • chichot rzeczywistości 00:31:01

    pisz [3]

    Wielkimi krokami się zbliża. Tak chciałam a się boję. NAS. Będzie dobrze mi mówisz. Będzie lepiej powtarzasz. Wiem ale boję się. Nie tylko. NAS. Własnej głupoty i zaprzepaszczonych szans.

    pisz [3]

  • marudy wielkie 14:17:42

    pisz [2]

    Było gorąco. Marudziłam. Zrobiło się chłodniej. Marudzę. Wolałabym żeby było odrobinę cieplej.
    Koniec urlopu. Trzy tygodnie laby a mi się nie chce tam wracać. Wcale a wcale. Ale za półtorej miesiąca nasze wakacje. Nasze wspólne chwile. Życie. I prozaicznie. Trzeba będzie znaleźć nową pracę. Liczę ze szybko coś sensownego znajdę.

    pisz [2]

  • początek czyli coraz bliżej końca 23:16:11

    pisz [0]

    Wydawało mi się ze jeszcze jest tyle czasu tak strasznie dużo czasu. A w sumie już mamy lipiec. Niedługo zacznie się walka moja z wiatrakami czyli o studia i o prace. O to byśmy razem nie ześwirowali. Byśmy się nie utopili w morzu czarnogórskim. Będziemy naprzeciwko Włoch. Urocze prawda. Będę się namiętnie opalać, odpoczywać i dać odpocząć Mojemu Kochanemu. W końcu mu się też bardzo należą te wakacje. Potem będziemy namiętnie się kłócić jaki ręcznik ma koniecznie wisieć w łazience i dlaczego koniecznie muszę mieć pomarańczowe kolory w kuchni. Babciś zawsze tak miał beżowo-pomarańczowo w kuchni. I mnie się tak samo zachciewa. Bardzo. Jak będzie się okaże.

    W ramach chwalenia się: Moja Kochana A. poprosiła mnie o matkowanie jest Ksawciowi. Przyznam zmiękczała mnie długo. Trochę liczyłam że może nie poprosi. Skracając jednak myśl: cieszę się. Więc oficjalnie od września będą Mamą Chrzestną. Nigdy nie myślałam że mogę być z tego dumna. Ja nie przepadam za dziećmi. No dobrze. Nie-cierpię dzieci. Większością uważam za małe wrzeszczące potworki na które trzeba uważać. Jest kilka wyjątków od reguły. Kaś, sztuk dwie. Ksawciu. Michaśiów też dwóch znam miłych chłopców. Karolcia i Kubuś. No to sie tłumek spory z tego mojego wymieniania zrobił.

    Ostatnio moje życie osobiste ogranicza sie do kontaktów z klientami firmy, telefonicznie. Podtrzymywania mojej Kochanej A. i jazd do Krakowa. Długich namiętnych rozmów z Moim Kochanym i jazd do Wawy. I co tygodniowych lub 2 widzeń z moja I. W sumie dobrze mi z tym...

    pisz [0]

  • 00:36:53

    pisz [1]

    Jest konkurencją z którą nigdy nie wygram. Z góry wiem ze staniesz po drugiej stronie. To nie będzie obok mnie. Niestety nie. Sam powiedziałeś że nie będziesz bronił. Więc czy to ma sens. Tak chce być najważniejsza. Egoistką się urodziłam. Nie będę miała żadnych szans. Bo walczyć się nie da. W tej sytuacji.

    pisz [1]

  • kilka myśli rzucnych na wiatr 23:03:36

    pisz [2]

    Czasem odnoszę wrażenie że zawodzę wszystkich. Jakby z rozmysłem, żeby udowodnić im że pokładają we mnie zbyt duże nadzieje, że brak mi siły. Siebie zawodzę najbardziej. To lenistwo. Samospełniająca się przepowiednia. Jakim cudem nie wierzę w siebie kiedy wierzy we mnie tyle osób?

    Wiecie co jest cudowne. Nawet jak powie do jutra, do usłyszenia to i tak zadzwoni by jeszcze raz powiedzieć mi dobranoc. Byśmy mogli jeszcze choć chwilę w ciemności ze słuchawką w ręku poudawać że jesteśmy obok. Blisko. Te kilometry nie istnieją. Przez te kilka minut są tylko nasze stęsknione głosy.Ich nie ma w naszych sercach i wyobraźni. Tych przeklętych kilometrów. Przecież od jednego magicznego dnia nie będzie ich wcale. Nie będzie ich tak często. To nie powoduje że tęsknię mniej. Nadal boli tak samo. Piecze przeraźliwie.

    Potrafi nadal zaskoczyć mnie. Cudownie. Rozczulająco. I potem złoszczę się na siebie, że się złośliwiłam i złościłam. Bo On tak szybko potrafi to wymazać. Bo to nawet nie problemy. Po prostu głupia chęć pokłócenia się. Bo przecież wszyscy się kłócą. My nie.

    pisz [2]

  • i na razie jest jak jest 15:01:13

    pisz [3]

    lubię tańczyć ale nie umiem. najbardziej lubię tak do zmęczenia do utraty tchu żeby czuć mięśnie nóg. wirować wokół własnej osi. spódnica wiruje wokół na kształt kwiatu. wirować do utraty koordynacji. wszytko wiruje wtedy wokół mnie. a ja siedzę na kanapie. prawie nieprzytomna. to prawie jak narkotyk. znaleźć przyjemność w drobnostce. leje. cały poranek. ale wyszło słońce. i wyjdę na spacer rozchlapując kałuże.

    pisz [3]

  • 02:37:10

    pisz [2]

    Siedzi On sobie na tej brukselce i innym namurze. A ja juz w tej wawie jestem i spac sie jakos boje. Wsrod do polowy pelnych regalow i szafek z nim jeszcze pachnacymi koszulami. Tak sobie przysypiam wtulona w jego polar. Tak cudownie radosny
    Pelen pomaranczy. Bo w wielkim lozku posciel szeleszczy ze jeden pasazer sie zgubil.
    Bo chce listopad. Liscie opadly z furtki na ogrod. A ja czekam listopadowych dni tylko naszych... Szukam zapachow. Bo wspomnien wiele a jednak zbyt malo.

    pisz [2]


  • Szablon wykonała Effy, pobrano z szablony.blogowicz.info
    Wspierane przez: Blog & dodatki na bloga.